Z archiwum Iratemusic: Powrót

– „Nawet jeśli wszyscy już w ciebie zwątpili/pokaż, że się mylili” – te proste, aczkolwiek bez wątpienia bardzo klasyczne wersy idealnie wpisują się w najnowszą płytę Ostrego. Nie tylko dlatego, że łodzianin sam nie waha się cytować członków PFK i – jak przyznaje – za jeden wers Magika mógłby oddać wszystkie swoje. „Podróż zwana życiem” najzwyczajniej w świecie udowadnia, że O.S.T.R. ma jeszcze wiele do powiedzenia, a rzesza słuchaczy, która już go skreśliła, powinna jak najszybciej posypać głowę popiołem.

Co prawda, raper nigdy nie został wysłany na hip-hopową banicję pokroju tej, z którą jeszcze jakiś czas temu zmagał się Tede, a jego rokrocznie wydawane płyty regularnie się ozłacały i pokrywały platyną, gdy koncertowe sale zapełniały się po brzegi. Trzeba jednak odnotować, że ścieżką, którą w pewnym momencie zaczął podążać, zraził do siebie sporą grupę odbiorców. Powtarzalność, przewidywalność, nieudane kolaboracje (Tabasko, HAOS), aż w końcu kilka lirycznych, bardzo żenujących potknięć nie przeszły bez echa, odciskając swoje piętno w recenzjach i komentarzach fanów. Zeszłoroczna Kartagina zwiastowała pewien przełom. Ten nastąpił niedługo później, bo Podróż zwana życiem to imponująca pod wieloma względami, bezsprzecznie najlepsza płyta Ostrego od co najmniej połowy dekady.

Przede wszystkim na krążku zredukowano do minimum błędy popełniane na poprzednich materiałach. Wyjęto z nich natomiast tylko to, co najlepsze, czyli Holendrów z Killing Skills, Sachę Vee, Cadillac Dale’a i nareszcie: samego gospodarza, który bez obniżających mu poprzeczkę kompanów potrafi wznieść się na wyżyny. Wydaje się, że O.S.T.R. bardziej krytycznie zaczął patrzeć na swoje teksty, nie tylko rezygnując z obciachowych wersów, ale pisząc plastycznie i obrazowo, do tego dodając eksperymenty z konwencją. Żonglerka follow-upami do poprzednich albumów w numerze tytułowym nie jest może czymś bardzo odkrywczym, ale poukładana narracja Ostrego sprawia, że to na pewno jeden z najlepszych tego typu kawałków w Polsce. Dalej, kiedy MC chwali się swoimi złotymi płytami, czy nawija chwilę później: – „Może to staromodne, lubię, jak raper raperowi wyjebie w mordę” – w poprzednim numerze podśpiewując na luzie: – „Ostry jest jeden, mam to, co wyrywa z siedzeń/Nie lubię beefów, po co mam komuś kończyć karierę” – słyszymy nie sfrustrowanego dinozaura, a bezczelnego, w pełni zdeterminowanego do bycia w czołówce weterana, który nie musi obawiać się młodych gniewnych.

Weterana, który również, co trzeba nadmienić, technicznie stoi na bardzo wysokim poziomie, wzbogacając swoją melodyjną nawijkę wplataniem różnych flow do jednego numeru, licznymi przyśpieszeniami czy zabawą tempem. Z okiełznaniem bitów Ostry naprawdę nie ma najmniejszego problemu. A te wyprodukował sobie razem z kolegami z Killing Skills wyśmienicie. To właśnie warstwa muzyczna projektu przykuwa uwagę najmocniej i trudno nie przytaknąć z aprobatą, czytając, że „to najbardziej muzyczna płyta O.S.T.R.”. Jest bardzo świeżo, a każdy utwór zrealizowany został z pomysłem. Nie trzeba wielkiego wysiłku, żeby usłyszeć zadeklarowane przez producentów inspiracje muzyką filmową. Podkłady są bardzo przestrzenne, a bogate aranżacje nie ograniczają się do sztywnego podziału na zwrotki i refreny. Cieszy więc to, że raper nie rozpycha się łokciami, próbując zapełnić całe bity. Niekiedy nawijka jest poprzedzona ponad minutowym wstępem, by innym razem O.S.T.R. oddał miejsce samej muzyce na całe dwie minuty przed końcem. Bez znaczenia, czy mówimy o hitowej gitarze z Podróży zwanej życiem, rewelacyjnych samplach wokalnych w Prologu, rozświetlonym kalifornijskim słońcem Rise of the Sun, mrocznej, minimalistycznej Krainie karłów czy świetnie zaśpiewanych refrenach Sachy Vee i Cadillaca Dale’a – zawsze jest to najwyższy poziom.

Podobno raper do stworzenia tej płyty musiał dojrzeć. Słyszymy również, że to swego rodzaju rozliczenie z muzyczną przeszłością, podsumowanie dotychczasowej działalności i wkroczenie w nowy rozdział. Pewnie dlatego treść jest tak gorzka, a radosne numery na albumie to zaledwie promil z całości. I choć momentami refleksje przytłaczają swoim ciężarem, Podróż zwana życiem to krążek, na którym Ostrego słucha się wyjątkowo przyjemnie. Jak mówi sam autor: – „to najważniejsza płyta w moim życiu”. Ja, jako recenzent, dodać mogę tylko, że na pewno jedna z najlepszych w karierze.


Tekst oryginalnie opublikowano w serwisie Iratemusic.pl 1 marca 2015 roku. Z racji tego, że portal przestał funkcjonować, a na jego łamach napisałem kilka interesujących według mnie artykułów, co jakiś czas będę przypominać moje ówczesne wypociny na łamach bloga.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s